niedziela, 30 sierpnia 2015

Berlin/Lipsk

Wiecie, nie wiecie, ostatni tydzień wakacji niespodziewanie spędziłam w Niemczech, nie ma tu co się rozpisywać, wystarczy pokazać c:
 Pasaż w Lipsku

Nowy ratusz w Lipsku

Pałac w Poczdamie

Randomowy budynek w Berlinie

Dworzec Główny w Lipsku

To były te najlepsze (Instagram) ^

Kolumna Zwycięstwa w Berlinie (Siegessäule)

Bundestag (Reichstag) w Berlinie

 Katedra berlińska

Pomnik Pomordowanych Żydów Europy znany jako labirynt

Poczdam

Brama Brandenburska w Berlinie

Tyle w miarę przyzwoitych zdjęć udało mi się wygrzebać spośród 300 rozmazańców robionych w biegu.
Kolejny taki post już w październiku, tym razem z Londynu! 
Nadal przymierzam się do tego filmiku, ale ciągle nie mam motywacji.
+ zapraszam na facebookową stronę kuzynki [klik]
A Wy jak spędziliście wakacje?

czwartek, 16 lipca 2015

Makrama

Ten post miałam napisać jeszcze przed Dniem Matki, więc teraz widzicie jak bardzo jestem leniwa.
Makrama to chyba jeden z najprostszych, a jednocześnie najbardziej produktywnych sposobów na nudę, ale i nie tylko, bo na Boże Narodzenie można każdego opędzić własnoręcznie robioną bransoletką, także same plusy.

1. Zaczynamy od związania ze sobą 2 nitek (lub tak jak ja - wstążki)  i 2 grubszych linek.
Dobrym pomysłem jest ustabilizowanie wszystkiego np. przygniatając książkami.


2. Przeplatamy linki tak jak na obrazku (bardzo pięknym zresztą).

 
I potem znowu, pamiętając o tym, że jeśli zielony puściliśmy górą, to zawsze musi już iść górą.
 

3. Powtarzamy i kończymy. Niestety nie wiem jak, więc zazwyczaj przez ostatni splot przewlekam karabinek i polewam kropelką.
 
U mnie jest tak specjalnie, że widać białą wstążkę, ponieważ po porostu podoba mi się połączenie tych kolorów, ale na nitkach tego nie widać, więc ogay.


Jestem pewna, że ten post pomoże każdemu, kto zapomni na czas kupić prawdziwych prezentów. 
Powinnam brać bloga bardziej na poważnie?

czwartek, 2 kwietnia 2015

Seria, która łamie serca i niszczy umysły

Chodzi o trylogię "Więzień Labiryntu", ale gdyby taki był tytuł, to mniej osób otworzyłoby ten post, a przecież liczą się tylko statystyki, no nie?
Właściwie to już chyba nie jest trylogia, skoro dochodzą dwie nowe książki (yay).
Zwykle nie piszę o popularnych książkach... kogo ja oszukuję... 
Pierwszą część trylogii przeczytałam jeszcze przed w ogóle zapowiedzią filmu, wtedy było bardzo, bardzo trudno znaleźć tą pierwszą książkę, a o kolejnych można było sobie tylko pomarzyć. Potem wyszedł film, chwilę był szał, a potem do Empiku zaczęły napływać tłumy, nie lubię takich "fal popularności dzięki filmom".
Nevermind...
Już na pierwszych stronach mamy totalny mindfuck (nie da się tego inaczej nazwać). Rozdziały mijają, nie ma ani chwili spokoju, akcja jest aż zbyt wartka. Okrucieństwo rządu (och, tak, kolejne Igrzyska... booring), grupa nastolatków i uwaga... jedna dziewczyna, albo i nie. 
Przebieg wszystkich wydarzeń jest ustalony z góry przez władze, ale co to? Bohater jest "inny", psuje całą zabawę... zalatuje Niezgodną? 
Książka to typowe sci-fi, typowa budowa, typowa fabuła, ale jednak jest coś, za co kocham tą książkę, niestety nie wiem co to.
Ja, jako fangirl, miałam po prostu okropne wahania nastroju przez tą serię, autor jest okrutny, co potwierdzają jego słowa w podziękowaniach: "mam nadzieję, że z przyjemnością spędziliście w nim [świecie Dashnera] czas". Jak można przyjemnie spędzić czas, kiedy nasi ulubieni bohaterowie giną, stawiani przed nieludzkimi wyzwaniami?!
Wydaje się, że wszystko skończy się dobrze, wychodzimy na prostą, a tu zaskoczenie, bo wcale nie, wcale nie jesteście wolni, śmigać do drugiej strefy eksperymentu. Dafaq?!
Nie ma żadnego homo, jest slang, są typowe dla konkretnych postaci powiedzenia, zwroty, bardzo "miłe" relacje, miedzy Streferami, w sensie miło się o nich czyta.
Gdyby nie zły świat na zewnątrz, to Strefa byłaby całkiem przyjaznym miejscem (haha).
Jeśli chodzi o poplątanie i skomplikowanie tej książki, to w mojej bibliotece jest na drugim miejscu, zaraz po "19 razy Katherine", chociaż może nie, może jest na pierwszym miejscu. Równie pokręcone, co moje wysławianie się. Wszystko ma swoją przyczynę i swój skutek, musimy na wszystko zwracać uwagę, bo to i tak będzie wytłumaczone w późniejszym rozdziale. 
Polecam tą serię całym sercem i każdemu, kto się zdecyduję przeczytać: may the odds be ever in your favor. Ta powieść łamie serca i niszczy umysły, przysięgam.
Co do filmu, będę się streszczać, bo nie mam ochoty opowiadać o filmie, który w kinach był ponad pół roku temu. Zostało ominięte wiele ważnych wątków, a niektóre istotne wydarzenia były pozmieniane, nie wiem jak reżyser z tego wybrnie, ponieważ jak już mówiłam, wszystko się wyjaśnia na końcu i każdy detal miał wpływ na zakończenie książki (spoiler: chodzi mi głównie o zabicie Gally'ego).
Uwaga: to jest moja opinia, a ja jaram się dosłownie wszystkim, co dla normalnego człowieka jest po prostu "fajne".

niedziela, 22 lutego 2015

DIY: River Songs Tardis Journal

Poszperałam trochę w Internecie i znalazłam kilka instrukcji jak zrobić dziennik River Song z Doctora Who. Połączyłam wszystko, co znalazłam i wyszło nawet nieźle, tym bardziej, że nie jestem fanką robótek, które wymagają kleju.
Można tym sposobem zrobić zwykły (postarzony) zeszyt, po prostu robimy inną okładkę.
Można też w ogóle nie postarzać papieru.

Co jest potrzebne?
- klej PVA
- ołówek
- linijka
- nożyczki
- tektura (grubość obojętna)
- około 40 kartek A4
- herbata
- płaskie naczynie (tacka do pieczenia)
- farby
- igła i nitka
- papier pakowy
 +kawa

1.Wlewamy świeżo zagotowaną herbatę do tacki i zanurzamy pierwszą kartkę. Im dłużej zamaka, tym lepiej. Dla dodatkowego efektu można na powierzchnię kartki posypać trochę kawy sypanej. Dzięki temu tworzą się takie ciemniejsze plamy w pojedynczych miejscach.
Zrobić tak z resztą kartek (najlepsza ilość to około 40, ja z lenistwa zrobiłam najpierw 10 i wyglądało to beznadziejnie, więc dodałam kolejne 10, ale nadal jest za mało).
Najlepiej mieć w pobliżu suszarkę i suszyć od razu po wyciągnięciu z herbaty (położyć mokrą kartkę na gazecie).

2. Suche kartki złożyć na pół.
Można podpalić niektóre z nich, ja się z ogniem nie bawiłam.

3. Są dwa sposoby dziurkowania:
a) otworzyć zgięte kartki i na zdjęciu zrobić dziurki w odległości około 2cm od siebie.
b) dziurkować zgięte kartki około 1cm od zgięcia, tak aby przechodziło na wylot przez obie warstwy.



4. Czas na szycie. Technika dowolna, byleby się trzymało.
Ja przewlekałam tam i z powrotem w górę i w dół dwa razy.
Ucinamy kawałek (długość szycia x około 4cm) zwykłego papieru i zabezpieczamy szycie.

5. Z tektury wycinamy okładkę:
- przód zeszytu (A5)
- tył zeszytu (A5)
- grzbiet zeszytu (mierzymy jaką grubość mają zszyte kartki mocno ściśnięte np. książką)

 6. Przyklejamy wyciętą tekturę do papieru pakowego, wszystko ładnie oklejamy, tak, żeby nasza okładka była cała pokryta brązowym papierem.

7. Nie wklejamy jeszcze kartek.
Malujemy okładkę, włączamy kreatywność!
Do Tardis potrzeba osobnej kartki do wycięcia wzoru (można wtedy nie malować kartek w tym punkcie, tylko po przyklejeniu wzoru).

8. Na pomalowanej (lub nie) kartce rysujemy tardisowy wzór (2 wzory, każdy na formacie A5), czyli mniej więcej coś takiego:
 
Wybaczcie mi moje Paintowe talenty.
Obliczyłam, że "okna", czyli te "kwadraty" mają wysokość 4cm, a przerwy pomiędzy 5mm.
Wycinamy.

9.a) Jeśli nie pomalowaliśmy wcześniej okładki.
 Przyklejamy wycięte części na okładkę i malujemy.
Malując Tardis musimy mieć na uwadze starość oryginalnego dziennika, nie chcemy jednego koloru. Mieszamy wszystko od zieleni po czerń.
 Wklejamy karki:
a) grzbietem (jeśli jest gruby i równy)
b) ostatnią kartką i grzbietem 

b) Jeśli pomalowaliśmy okładkę w punkcie 7.
 Wklejamy karki:
a) grzbietem (jeśli jest gruby i równy)
b) ostatnią kartką i grzbietem
Dopiero teraz naklejamy poszczególne elementy Tardis.

+ Przyklejając drobne elementy, najlepiej jest posmarować całą okładkę klejem PVA, wszystko ładnie rozmieścić i porządnie przygnieść rękoma. 

10. Robimy ewentualne poprawki i gotowe :)

wtorek, 10 lutego 2015

Baby Lips Dr Rescue

Tak to chwalą, a ja mam spierzchnięte usta, więc postanowiłam wypróbować tą serię, za zwykłe Baby Lips się nie chwytam i nie mam porównania, ale trudno.
 Plusy:
+ Nawilżenie
+ Stonowana kolorystyka
+ Orzeźwiający zapach mentolu
+ Trzyma się nawet długo

Minusy:
- Usta pieką i ma się wrażenie zimna
- Uczucie maści na katar na ustach
- Baby Lips, przecież to tylko dla szpanu, no nie?

Podsumowując: za dychę można zapewnić sobie dobre, długotrwałe nawilżenie, po zastosowaniu jednak musimy się liczyć z (nie)przyjemnym uczuciem, dokładnie takim jak po nasmarowaniu się maścią rozgrzewającą.

wtorek, 29 lipca 2014

Plusy i minusy creepersów

Plusy:
+ uzupełniają proste stylizacje 
+ są dość "oryginalne"  
+ fajnie się je nosi
+ można przejść środkiem kałuży  ^^
+ łatwo je "rozchodzić"
+ pasują do wszystkiego
+ jest się wyższym
+ dobrze dobrane nie obcierają
+ nie są drogie (od 40zł) 
Minusy:
-nie każdemu się podobają
- na początku są ciężkie
- podeszwy pękają po jakimś czasie
- zamszowe tracą kolor
- na początku trudno się chodzi
- duże wyglądają jak płetwy


niedziela, 16 lutego 2014

Pozytywy i negatywy blogowania

...memories ♡ | via TumblrParadiseCzas napisać post, o którym myślałam już od dawna lecz nie wiedziałam jak zlepić moje przemyślenia w całość.
Pozytywne strony blogowania:
Magic❥ G i r l y. | via Tumblr✓Możliwość pokazania swoich talentów, pasji, zainetersowań.
✓Twoja własna część internetu.
✓Twoi czytelnicy, którzy zawsze poprawią humor komentarzami
✓Współprace
✓Oderwanie od codziennej rutyny

literally need 😩Untitled | via TumblrNegatywne strony blogowania:
✗Brak pomysłów na posty
✗"Hejty"
✗Posty są wszędzie podobne
✗Pochłaniacz czasu
✗Start od zera/ ciężkie wybicie

Co mnie denerwuje:
Komentarze typu "Fajny blog, zapraszam do mnie"
Nie odpowiadam na takie komentarze, co innego jeśli ktoś napisze coś sensownego, wtedy zawsze wejdę na blog danej osoby (bez względu czy podała link czy nie, i tak ją znajdę) bo wydaje mi się ona bardzo miła :)
⚠Posty, które nie mają treści, nie które ratują się zdjęciami ale niektóre są tragiczne "zjadłam zupę"
⚠Obserwacja za obserwacje.
⚠Weryfikacja obrazkowa... można dostać szału.

Nie mogłam się powstrzymać, dodałam kilka obrazków z We Heart It.
Dziękuję za każdy komentarz i obserwację, tak bardzo cieszy mnie kiedy liczba czytelników wzrasta, chyba każdego to zresztą cieszy :)
Może macie jakiś temat, który chcielibyście zobaczyć na moim blogu?